piątek, 6 marca 2015

50 Twarzy Greya - czyli film, na którym się...nie zawiodłem



Witam was. Walentynki minęły, można wrócić do normalnego życia. Ja w czasie tegoż święta postanowiłem zrobić swojej narzeczonej prezent i zabrać ją na film, o który truła mi dupe 2 miesiące przed premierą - czyli 50 Twarzy Greya.

Idąc na ten film przekonany, że będzie to pięć dyszek wydanych w błoto rozsiadłem się spokojnie w kinowym fotelu. Po prawie pół godzinie reklam, w czasie których znalazłem jeden film, który z chęcią bym obejrzał (mowa o Body / Ciało) moim oczom ukazał się film.

Film, w którym jakiś bogaty kolo znalazł sobie laskę i postanowił sobie poruchać. Facet rzekomo nie praktykuje romantyzmu i zależy mu tylko i wyłącznie na zaspokajaniu swoich seksualnych wizji. Jednak gdy napotyka Anastasie Steel w jego łbie coś pęka. Tak jakby się w niej zakochał, ale się nie zakochał. Tak jakby bał się miłości, ale jednocześnie lata za nią jak śliniący się pies za suką. Kupuje jej fanty, tu ciuchy, tu auto (szczerze mówiąc to na taką audice to i sam bym poleciał #no_homo). Ana próbuje naszego delikwenta nawrócić i namówić go na spróbowanie czegoś takiego jak normalny związek. Ten jednak odbija piłeczkę, machając jej przed gębą świstkiem na którym wypisane są wszystkie seksualne zabawy, które ma on zamiar z nią praktykować przy okazji tworząc relację na zasadzie pan - niewolnica.

Książki osobiście nie czytałem, ale przyznam szczerze, z tego co opowiadała mi Moja narzeczona, to film jest za...grzeczny. Nakręcony typowo po amerykańsku, bez w ogóle jakiejś zabawy seksem jaką mamy choćby w książce. Wiem, że słowem można łatwiej wszystko opisać niż obrazem, ale skoro już pokazali cycki i przez milisekundę penisa to powinni pokazać przynajmniej połowę tego co mamy w książce.

Jednak są też i dobre strony tego filmu. Fakt może i dynamika dupy nie urywa, ale przynajmniej jest lepiej nakręcony niż większość amerykańskich filmów ostatnich lat.

Na plus też ścieżka dźwiękowa. Ja naliczyłem się dwóch utworów i to moim zdaniem w zupełności wystarczy. Nie rozumiem zabiegów marketingowych gdzie w super kasowej produkcji, która ma się zwrócić w 10 minut po premierze w kinach więcej jest muzyki, aniżeli filmu. Z drugiej strony "Crazy In Love" to taki odgrzewany 10 - letni kotlet. Mnie jednak bardziej podobał się w pierwszej wersji wraz z Jayem - Z.

Reasumując. Filmy na bazie książek raz wychodzą raz nie. Jednak Amerykańska poprawność polityczna jest czasem aż do zrzygania nudna i to widać w tym filmie. Seksu mało, perwersji prawie wcale. Jednak ten film miał to coś co mnie w nim zainteresowało. Może to ta flota audic jaką dostali producenci filmu? A może to to, że i ten film jest przykładem na to, że żeby wygrać życie trzeba ostro zapierdalać? Nie wiem i szczerze mówiąc się nie dowiem. Dla mnie to takie kino do zobaczenia na raz. Jednak polecam parom. Może dzięki temu wasze życie łóżkowe będzie ciekawsze.

Pozdrawiam

PS.




piątek, 30 stycznia 2015

PIERDOL SIĘ ROSJO!


Dziś wbiję kij w mrowisko. Mrowisko lekko polityczne, zbrojne i za razem pojebane. Konflikt, o którym słyszymy z dnia na dzień. Jedni mówią, że drudzy ich atakują, a drudzy mówią, że pierwsi pierdolą bez sensu. Dziś napiszę post o kolosie na glinianych nogach z Mocarskimi zapędami - Rosji.

Rosja to piękny kraj. Mocarstwo mlekiem i miodem płynące, w którym każdy obywatel czuje się bezpiecznie. Takim pierdoleniem raz za razem raczy nas nasz kochany parobek i potomek prostalinowskiego stylu życia - Władymir Władymirowicz. Putin. Kraj, który rości sobie prawa do połowy terenu Europy tłumacząc się tym, że to ich heroiczna Armia Czerwona wyzwoliła te tereny. Tylko nikt nie mówi o tym, ze Lenin wraz ze Stalinem zadbali już odpowiednio o to, aby wypierdolić w piach inteligencję obszarów ZSRR i poniekąd Polski. Rosja to kraj idący po trupach do celu, a tym celem jest władanie całą Europą. Europą dziś podporządkowaną i tak już Niemieckim pseudo inteligentom, których zadaniem jest wybicie z naszych głów kultury, przynależności oraz narodowości - czyli trzech cech, które jeszcze nas w tej "Unii" dzielą.

Jednak czy świat podporządkowany Rosji byłby lepszy? Otóż nie. Mielibyśmy terror, który dotykałby najbardziej nas - szarych ludzi. Z pewnością doszłoby do wielu prób odtworzenia ZSRR, a kto wie, czy któraś z nich nie zakończyłaby się sukcesem. Świat składałby się z oligarchów i plebsu. Zniknęłaby szczątkowa już i tak wolność słowa oraz i tak już nieprzestrzegane prawa człowieka. Nie wierzycie? Spójrzcie na Ukrainę.

Fakt, choć dla mnie Ukraina to banda post Banderowców, która tylko potrafi krzyczeć, że dzieje im się krzywda, a gdy przychodzi co do czego, zwalają to na inne kraje podkulając ogon. Zresztą przyjrzyjmy się ich rządowi. Od czasu Majdanu i obalenia Janukowycza minęło trochę, a Ukraina nie dość, że straciła Krym, to za niedługo może stracić też Mariupol, Żytomierz i Donbas.

Żeby nie Uogólniać. Nie mówię tu o zwykłych Ukraińcach, bo do nich nic nie mam. Dla mnie to ludzie jak wszyscy inni, ale Poroszenko, Jaceniuk, Juszczenko oraz Kliczko powinni postarać się dobro narodu i zadbać o bezpieczeństwo. 

W jego braku wielką rolę odgrywają też Rosyjscy Separatyści wspierani przez Rosję. Banda skurwysynów, których jedynym zadaniem jest zagarnięcie terenów całej Ukrainy i przyłączenie ich do kraju Putina. Oczywiście wszystko jest wydzierane siłą, bo Rosja innego podejścia do tematu nie zna. 

Ja znam za to sposoby jak wygrać z separatystami. Oto one: 

1. Całkowita eksterminacja - Nie wiem czemu ONZ wraz z NATO tak drżą dupskiem przed Rosją i jej pionkami, cały czas próbując załatwić sprawę pokojowo. Przecież od czasów Stefana Batorego wiadomo, ze jedyny sposób na utemperowanie Rusków, to wybicie ich w pień

2. Głodowe obozy pracy - wszyscy dzisiaj wiemy jak źle było w Auschwitz, ale czemu nie zrobić tego z separatystami? Kop kurwo doły za miskę ryżu na tydzień, może się nauczysz, że co twoje to twoje, a co nie twoje to nie rusz. 

3. Postawienie Putina i jego ludzi przed trybunałem stanu w Hadze - to z pewnością wywołałoby burzę w samej Rosji, ale kto wie, czy i Władymir nie zacząłby trząść dupskiem? 

4. Całkowity zakaz poruszania się Rosyjskich "grubych ryb" po terenie świata - I oto mamy zwieńczenie Mocarskich zapędów. Putin musiałby siedzieć w domu i kombinować co zrobić, by znów "żyć w zgodzie" z resztą świata 

5. Budowa Tarczy antyrakietowej - Może wreszcie skończyłoby się cwaniakowanie i wywijanie szabelkami. 

Nie zrozumcie mnie źle. Nie mam nic do Rosjan jako do narodu. Nie znam zbyt wielu Rosjan, ale jako Polak mam prawo czuć się zagrożony szczególnie, gdy mieszkam niedaleko kraju rządzonego przez oszołoma jakim jest Putin. Być może i Władymir jest władcom, którego wpływy na świat są wielkie, ale nie trudno będzie je ukrócić. 

Dlatego wzywam nasz rząd i nie tylko nasz, do stanowczego i jednego zdania wobec terroru jakim raczy nas Rosja i Putin, ponieważ jego zapędy to drugi po Islamie problem, który trzeba zwalczyć jak najszybciej. 

Pozdrawiam

A co Wy sądzicie o Konflikcie Rusko - Światowym? Piszcie w komentarzach! 

niedziela, 18 stycznia 2015

Wojna na linii Warszawa - Śląsk - bitwa o kopalnie



Ostatnimi dniami żyliśmy kilkoma wydarzeniami. A to na Rajdzie Dakar zginął Polski motocyklista, a to przegraliśmy w Handball z Niemcami, a to banda kozojebców postrzelała sobie w redakcji, a to w Polsce kolejny szef rządu chce zrobić coś z przemysłem kopalnianym. Czyli jak zwykle kiełbasa wyborcza podana z twardym Europejskim stolcem, jakiego postawił każdy mieszkaniec Paryża doprawiona szczyptą naprawdę poważnej tragedii. Ja dziś nie będę pisał ani o Francji, ani o Dakarze. Poruszę temat, który jest najbliższy mojemu sercu - czyli kopalnie.

Wszystko zaczęło się dawno dawno temu, gdy połowa gimbów wisiała jeszcze w kondonie za oknem. Wtedy pewna warszawska kurwa powiedziała, że przemysł ciężki w Polsce będzie nierentowny. Oczywiście ów osoba za te słowa powinna zostać powieszona za jaja, poćwiartowana piłą mechaniczną i ścięta w samym centrum naszej "kochanej" stolicy, ponieważ w tamtych latach przepompowanie kasy w biznes ciężki zamiast w przepastne dupy zapychających ryje kawiorem Warszawiaków, spowodowałoby, że dziś na pewno nie mówilibyśmy o propagandowych bzdurach, które serwują nam kolejne rządy, tylko o kolejnych latach, w których to Śląsk górowałby nad Warszawą. W zamian mamy kolejnego szefa rządu, który próbuje "coś" z tym zrobić, a pisząc "coś" mam na myśli likwidację rzekomo nierentownych zakładów. Sęk w tym, że pani Ewa Kopacz oczywiście chcę uderzyć w kieszeń biednych górników, zamiast w swoją. Nasza "kochana" pani premierka zamiast podjąć naprawdę poważne kroki, szuka wyjścia okrężną drogą. Zresztą Warszafka zawsze wolała swoim złodziejom dawać jak najwięcej, niż wspomóc kraj, który chyli się ku upadkowi.

Nikt z nich grzejących dupy w ciepłym sejmie nie rozumie powagi sytuacji i ilości wysiłku, jakie wkłada przeciętny górnik w wykopanie tony węgla. Nikt z nich nie wie, że ta praca jest jedna z najniebezpieczniejszych, bo nigdy nie wiadomo czy nasz chłopak, mąż, tata, brat, czy dziadek wróci do domu po "szychcie". To co, że pracownik dołowy w bardzo szybkim wieku staje się emerytem, dostając od 2 do nawet 3,5 tysiąca emerytury miesięcznie, poza tym w okresie aktywności pracowniczej otrzymuje jeszcze przywileje - czyli trzynstki, barbórki, czternastki itp. skoro jak wiadomo każda z kopalni Kompanii Węglowej jest kopalnią metanową i każde "beknięcie" tego gazu pochłania dużo ofiar.

Także pani Kopacz, "kochani rządzący" i wszyscy inni politycy, którzy będą rządzić w najbliższych latach. Pamiętajcie, że każdy z was jest tylko pionkiem, w grze o nachapanie się jak największą ilością hajsu i lenistwo. Każdy z was jest tylko i wyłącznie grzejącym tyłek pseudo inteligentem, który nie zaznał ani na trochę ciężkiej pracy. Także pamiętajcie, że to wy będziecie rozliczani z tego, że zamiast dbać o kraj dbacie o własną dupę. Każdy z nas, obywateli pamięta kiełbasę wyborczą jaką serwujecie nam co jakiś czas i wiedzcie, że jeden błąd z waszej strony przekreśla was całkowicie.

Pozdrawiam.

PS. A wy? Co sądzicie o tej całej akcji z kopalniami? Piszcie w komentarzach!

niedziela, 30 listopada 2014

Świat się zmienia - czyli jak kobiety zaczęły rządzić światem



Dzień dobry. Wracam po długiej przerwie spowodowanej tak naprawdę nic nierobieniem, ale i też dużą ilością obowiązków, które z dnia na dzień przybywają mi ze względu na to, że postanowiłem się niedawno wyprowadzić z rodzinnego domu i zamieszkać na "swoim". Przez ten okres zdążyłem zauważyć, że chyba świat mnie przegonił. Jeżeli chodzi o związki jestem pół tradycjonalistą, a pół luzakiem. Preferuje równość i partnerstwo między obojgiem płci, a przede wszystkim chcę się rozmnażać. Co dokładnie zauważyłem? Pozwólcie, że przedstawię wam to z mojego punktu widzenia.

Wiążąc się ze swoją narzeczoną dwa lata temu oczywiście wszystko widziałem w różowych kolorach. Świat zaczął mi sprzyjać, wszystko wydawało się fajne i kolorowe, że będziemy jak Ci zakochańce z super amerykańskich komedii i romansideł. Co mi zostało z tego patrzenia na świat? To, że życie wydaje mi się lepsze. Tak, jest lepsze, a wszystko to zasługa mojej ukochanej. I nie piszę tego tutaj, tylko po to, by się jej przypodobać, czy by się przypodobać komukolwiek. Piszę, bo tak czuje. A co to ma do tytułu tego posta? Wiele.

Wcześniej napisałem, że czasy mnie wyprzedziły. Zapytacie pewnie jak. Otóż tak, że role w związku się odwróciły i to całkowicie. Patrząc przykładowo na moich dziadków, czy też na rodziców moich znajomych, odnoszę wrażenie, że głową rodziny jest ojciec, dziadek, po prostu facet. Patrząc na moich znajomych i w sumie patrząc na swój związek, sprawa jest postawiona całkowicie inaczej. Głową rodziny jest kobieta. To ona trzyma piecze, jest matką, żoną, kochanką, dobrym kumplem, przyjacielem, partnerem do grania na kompie, konsoli, nawet do charatania w gałę i to WSZYSTKO W JEDNYM.

Szczerze mówiąc wiążąc się dzisiaj z kobietą, otrzymujemy produkt kompletny, przygotowany do każdego rodzaju interakcji. Choć wszem i wobec dalej panuje przekonanie, że jeżeli coś jest do wszystkiego to jest do niczego, to to na pewno nie dotyczy kobiet, bo mimo tego, że nie zatraciły one pierwotnych zastosowań - czyli rodzicielki, pani domu i ogólnie rzecz biorąc osoby dbającej o ciepło domowego ogniska, to wstąpiły do męskiego świata, mało tego - zadomowiły się w nim i wyparły coraz to słabsze jednostki płci męskiej.

A jak to wygląda z mojego punktu widzenia? Czy jestem z tego obrotu spraw zadowolony? Szczerze mówiąc tak. Jestem i to w pełni. Pewnie wielu facetów jest z tego zadowolonych, tylko ilość męskiego ego przewyższająca dziesięcio czy nawet dwudziestokrotnie długość penisa nie pozwala im się do tego przyznać, bo przecież "ja pantoflarz?"

Na początku cała sprawa mnie przerosła, bo nie zdawałem sobie sprawy z tego, że to nastąpi tak szybko jak nastąpiło, ale patrząc przez perspektywę dwóch ostatnich lat, a nawet wcześniej, cieszę się z tego. Tak mam w domu produkt kompletny. Tak jestem pantoflarzem i jestem z tego dumny. Wierzcie mi lub nie, ale dzisiejsza kobieta stała się cholernie samowystarczalna i większości jednostek płci pięknej nie jest już potrzebny facet z zerową ilością intelektu, za to z siłą Herkulesa, jak to było ze 30 lat temu. Dzisiaj facet to "mientka faja" i tylko dodatek do silnej i niejednokrotnie przewyższającej go kobiety.

Także drodzy faceci, cieszmy się z tego co mamy. Nie ma co narzekać na to, że kobieta zaczyna nam ingerować coraz bardziej w nasz hedonistyczny, męski świat. Pamiętajcie jedno - gdyby nie one, nas by nie było.


Pozdrawiam.

niedziela, 2 listopada 2014

Co dają nam wybory w dzisiejszych czasach?


Czy warto iść na wybory w dzisiejszych czasach? Jak mam być szczery to nie wiem. Tak kurwa nie wiem! Wszystko co niosą za sobą wybory i tak odczujemy pustką w naszych portfelach. Niestety jesteśmy rządzeni przez masę zjebów, których zadaniem jest TYLKO I WYŁĄCZNIE wyciągnąć od nas pieniądze. Wiem, że wielu z was próbuje dobudowywać sobie ideologie do niektórych partii politycznych, ale taka niestety jest prawda. Każdy polityk chce wypchać swoją kieszeń pieniądzorami tak, że aż tą kasą będzie srać na lewo i prawo, a potem w mediach będzie się tłumaczyć, że nic się nie dało zrobić, bo to nie ich wina, tylko ich przeciwników. Nie wierzycie? Przedstawię wam to na przykładzie mojego miasta.

Mieszkam w Chorzowie. Mieście na Śląsku, które leży pomiędzy Katowicami, Świętochłowicami, Siemianowicami Śląskimi i Bytomiem. Jego ludność to około 120 tysięcy mieszkańców, założone około 760 lat temu. Od 1991 roku rządzonym przez dwóch prezydentów, Marka Kopla, a po 2010. roku przez Andrzeja Kotalę. Czy w mieście coś się zmieniło? Poza pozamykaniem kopalń i hut za co możemy podziękować panu Lechowi Kaczyńskiemu, to szczerze mówiąc nic, kompletnie nic. Dalej jest tu tak samo jak było - czyli po prostu źle, a były wielkie plany by to miasto przebudować. Jak? Pozwólcie, że wam opiszę.

Ulica Wolności z ruchliwej dwupasmowej ulicy stała się deptakiem. Czy przyniosło to jakieś korzyści? Nie. Deptak wygląda jak wymarła ulica, na której nic się praktycznie nie dzieje, a tylko oplatające nas zewsząd banki powodują, że przejdzie nią kilku ludzi na krzyż.

W 1997 roku powstał pomysł zburzenia drogi krajowej numer 79 - czyli Estakady, oraz zastąpienie jej obwodnicą Chorzowa. Czy to wypaliło? Nie. Estakada dalej stoi jak stała, teren na którym miała stać obwodnica podzielono na pół i sprzedano Hindusom oraz Niemcom. Na niemieckiej stronie stoi dziś Kaufland, który w tamtym rejonie jest całkowicie niepotrzebny. Hinduska strona stoi nieruszona i gnije. Legenda głosi też, że policjantom z Komisariatu, który znajdziemy za Kauflandem najzwyczajniej w świecie nie chciało się ruszać dupy z cieplutkiego miejsca, dlatego też wszystko utknęło w błogich latach 90.

AKS - czyli Akademia Kształcenia Sportowego Chorzów. Piękne miejsce, które raz za razem kształciło młode talenty w wielu dziedzinach sportu. Piłkarska Sekcja AKS Chorzów spędziła nawet 10 sezonów w najwyższej klasie rozgrywkowej. Co z tego zostało? Nic. Betonowe boisko, z którego ostatnio ukradziono nawet bramki (!), które co zimę zmienia się w substytut lodowiska, oraz Carrefour, który tak samo jak Kaufland na Kościuszki jest praktycznie niepotrzebny.

Ulica Kościuszki. Jedna z najdłuższych ulic w mieście. W zamyśle miała być ulicą czteropasmową z pasem zieleni po środku, na której możnaby było jeździć nawet 70 km/h. Wszystkie 4 pasy miały rozplatać się od skrętu z ulicy Siemianowickiej, aż do Rynku, "przy okazji zachaczając" o ulicę Parkową, która też miała być tak rozbudowana. Co zostało z pomysłu? Nic! Zlikwidowano linię tramwajową, zbudowano masę niepotrzebnych parkingów + do tego nikomu niepotrzebne rondo przy skręcie na ulicę Parkową. Po co to komu?

Stadiony piłkarskie, które znajdują się w Chorzowie, to dopiero pokaz tego, jak politycy potrafią namieszać nam w głowie i zrobić z nas debili. Stadion Śląski miał być pięknym i nowoczesnym stadionem. Wyglądem miał przypominać Olimipiastadion w Berlinie. Jakie są skutki tej "wizji przyszłości" widać, gdy obok niego się przejdzie.

Stadion Ruchu Chorzów znajdujący się przy ulicy Cichej 6, również miał być przebudowywany. Ba! Nawet sam ówczesny prezydent Andrzej Kotala obiecał to kibicom, którzy przyszli pod gmach Urzędu Miasta z petycją o przebudowę obiektu. Owa przebudowa miała kończyć się własnie w tym roku, a co zostało z wielkich planów? Nic! Kompletnie nic!

Nie zrozumcie mnie źle. Kocham swoje miasto. Uwielbiam w nim przebywać i kocham to co widzę dookoła, jednak pamiętaj drogi czytelniku o jednym. Jeżeli jesteś z Chorzowa, przyjrzyj się dokonaniom byłych jego gospodarzy. Przemyśl dokładnie, co kto zrobił i dopiero wtedy udaj się na wybory. Jeżeli jednak nie jesteś z Chorzowa, przyjrzyj się swojemu miastu. Popatrz na to, co się w nim dokładnie zmieniło, odpowiedz sobie na pytanie czy te zmiany były na lepsze czy na gorsze.

Ja natomiast was serdecznie pozdrawiam i pamiętajcie - warto iść na wybory, bo mimo wszystko lepiej wybrać mniejsze zło i uczestniczyć jakoś w życiu naszego miasta.

czwartek, 23 października 2014

Polska - Kraj z którego wieje cebulą


Nim dostanę od was wszystkich wpierdol, chcę tylko zaznaczyć jedno - Ja osobiście nie uznaje naszego kraju za cebulandie. Mimo tego, że jestem Ślązakiem, to poniekąd kocham kraj, w którym przyszło mi żyć. Może nie tak, że zacznę nosić koszulkę typu "Proud To Be Polish", bardziej "Proud To Be Silesian", ale szanuje to, że mam tak bardzo...zróżnicowane społeczeństwo. Mamy w kraju wiele pięknych miejsc, mamy też wiele takich, z których najchętniej chciałoby się spierdalać, ale nie o tym chciałem dzisiaj napisać. Chciałem ugryźć temat, który wielu z was wprawi w wkurw, a mianowicie moi znajomi, którzy z naszego kraju wyjechali i zapomnieli skąd pochodzą.

Nie wiem czy bycie Polakiem dla nich jest czymś, o czym chcą zapomnieć, czy po prostu zachłysnęli się nową "postępową" Europą, ale dla mnie takie zachowanie jest dziwne. Podam wam przykład:

Wyjeżdżasz do Szkocji. Szkocja to piękny kraj. Glasgow, Edynburg i takie tam. Postanawiasz tam zamieszkać. Znajdujesz tam pracę na zmywaku za 1300 Funtów miesięcznie i postanawiasz tam zostać na stałe i co? Nagle stajesz się z tego powodu Szkotem? Otóż nie. Robiąc z siebie wielkiego z dupy Szkota, właśnie wychodzisz na debila. Nigdy nie będziesz Szkotem, Niemcem, Francuzem, czy kurwa Burgundczykiem. Będziesz Polakiem, bo to tu się urodziłeś, tutaj wychowałeś, tutaj przyjąłeś edukację na poziomie podstawowym, gimnazjalnym i średnim i to, że uciekłeś do innego kraju, zamieszkałeś tam, dostałeś tam pracę i wstawiasz posty na fejsa w języku, w jakim dany kraj operuje, nie oznacza, że Polskość z Ciebie uciekła. Ona właśnie teraz zaczyna się objawiać. Objawiać w cebulackim tego słowa znaczeniu. Mimo tego, że Polak w Europie jest uznawany za tanią siłę roboczą i może przyjąć pracę, którą rdzenny mieszkaniec nigdy by nie wziął, woląc umrzeć pod mostem, nie oznacza, że uciekając na Zachód, Wschód, Północ czy Południe, przestaje być Polakiem.

Także drogi czytelniku. Nim wyjedziesz za granicę, przejdź się po swojej okolicy, przyjrzyj się swojej koszulce "Proud To Be Polish", wyprasuj ją lub wypierz i pamiętaj, że gdy pójdziesz za jakiś czas na wybory parlamentarne do jakiegoś Szkockiego, Niemieckiego, Holenderskiego okręgu wyborczego, wiedz, że to własnie tobie cebula będzie wystawać zza podeszwy buta.


Pozdrawiam.


sobota, 4 października 2014

15 Tracków, które warto słuchać w samochodzie.


Elo elo 3, 2, 0 Witam się z wami dosyć luźno, bo w sumie jest już sobota, czyli dzień do chillowania. Można na spokojnie sobie usiąść w fotelu, wziąć komputer i pokłócić się ze znajomymi na fejsie, lub potracić czas gdzie indziej. Moją pasją jest jeżdżenie samochodem. Uwielbiam tracić paliwo jeżdżąc bez celu i po prostu przed siebie. Żeby tego było mało, muszę też posiadać jedną z przygotowanych przez siebie składanek. Jedną z nich chciałbym się z wami podzielić, także zapinajcie pasy, bierzcie kartki i długopisy, lub odpalajcie systemowe notatniki i notujcie. Każdy znajdzie tutaj na pewno coś dla siebie. Here we go!

15. Example - Only Human


Zaczynam z grubszej rury. Pana Eliotta słucham już kilka ładnych lat i muszę przyznać, że dawał radę jako raper i teraz jako gwiazda popu/danceu/dubstepu/drumandbasu/chujwieczegojeszcze. Choć ta płyta nie dorasta do pięt "Playing In The Shadows", to jednak ma w sobie ten power, którego nie ma np. "Won't Go Quietly" czy "The Evolution of Man". Na plus może iść to, że jest weselsza niż poprzedniczka, co niesie za sobą to, że ja jako człowiek, który mało kiedy słucha smutów mogę wam ją polecić z czystym sercem...zresztą cała recenzja piątego już legalnego wydawnictwa pana Eliotta za niedługo zagości u mnie na blogu. 


14. Coldplay - Sky Full Of Stars 


Jak mam być szczery, to nie wiem co widzę w tym tracku. Jest po prostu...hmmm....zajebisty? Tak to jest adekwatne słowo do opisania tego utworu. Panowie z Coldplay zadziwiali mnie zawsze swoją twórczością. Za każdym razem gdy na ich oficjalnym YouTube'owym kanale pojawiała się jakaś nowość, klikałem w nią z zapartym tchem w piersiach nie wiedząc co mnie może czekać. "Sky Full Of Stars" jest piosenką przyjemną w odsłuchu, nie nudzi się szybko i ryje w mózgu dziurę, w której zadomawia się na długo. Polecam. 

13. Rizzle Kicks - Get Down To The Trumpets


Angielski rap zawsze mnie inspirował. Od dawna słucham Dizziego Rascalla i jestem pod wrażeniem tego co robi do dziś. Skoro mówię o Dizzim, a wstawiłem kawałek braci Kicksów, to czy to się trzyma kupy? Otóż tak. Angielskie brzmienia hip hopowe opierają się właśnie na Rascallu, więc nie zdziwi pewnie to, że jak i Wretch 32, Dot Rotten, Tinchy Stryder, czy właśnie bracia Kicks to ludzie, których wyciągnął z podziemi właśnie Dizzy Rascall. Panowie Kicks prezentują ciekawy styl. Jest to coś, czego jeszcze nie spotkałem choćby w naszym rodzimym rapie - czyli duet MC + wokalista. Polecam wam ich ostatnią płytkę, a szczególnie "Get Down With The Trumpets"

12. Queens Of Stone Age - Go With A Flow


Czy piosenka o tym, że facet chce przelecieć swoja żonę może być fajna? Może. Po pierwsze: muszą ją nagrać amerykańscy rock and rollowcy; po drugie: muszą zrobić do niej niecodzienny teledysk. Tak jest właśnie z "Go With A Flow". Choć piosenka ma już 12 lat, ja usłyszałem ją stosunkowo niedawno, bo dopiero w grze Juiced 2 Hot Important Nights. Utwór od razu przypadł mi do gustu. Ciekawa linia melodyczna, niestandardowa linia perkusyjna, no i oczywiście wokalista, który dodaje temu kawałkowi duszy. Mam 22 lata, piosenka ma ich 12 i ja już wiem, że w mojej samochodowej playliście zagości naprawdę na długo. Polecam 

11. Pendulum - Showdown



Australijczycy też potrafią dopierdolić z grubej rury, a Pendulum jest właśnie tego przykładem. W ich muzyce zakochałem się w 2005 roku, gdy usłyszałem ich Essential Mix w radiu BBC Radio 1. Od tego czasu wydali dwie płyty i w 2011 roku zawiesili swoją działalność na rzecz nowego projektu, który nazwali "Knife Party". W 2013 roku zapowiedzieli, że rok 2014 przyniesie ich nowy album. Zostały jeszcze 2 miesiące, a niedawno właśnie Knife Party wrzuciło singiel w internet, więc poczułem się osobiście strollowany. Mimo wszystko jako jeden z ich fanów czekam na kolejną produkcję, ponieważ Drum'n Bass w ich wykonaniu brzmi miliard razy lepiej niż od kogokolwiek, zresztą posłuchajcie sami. 

10. Panda Eyes & Alfa Noise - Cadillac


No i wreszcie Dubstep w moim zestawieniu. Ten Kawałek to dobry tester głośników i szyb w aucie, o czym mogli się przekonać nie raz już ludzie, którzy ze mną podróżowali. Uwielbiam takie brzmienia, gdzie wiertarka wierci Ci dziurę praktycznie w każdym miejscu ciała i pozostawia po sobie rany, które nie zagoją się nigdy. Tak jest właśnie z Dubstepem, a dokładnie z tym kawałkiem. Kawał ślicznego dropu, połączony z cudownymi bębnami daje nam mieszankę wybuchową, która wybuchać będzie jeszcze baaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo długo. 

9. Michael Jackson - Bad 


Michaelem zaraziła mnie moja narzeczona. Ona miłośniczka jego muzyki, ja człowiek, który do niej zawsze podchodził sceptycznie. Tak oto narodziła się miłość do kawałka, który szczerze mówiąc zawsze w jakikolwiek playlistach muzycznych omijałem. Nie było to dla mnie nic szczególnego, jednak gdy zacząłem się muzyce Jacksona przysłuchiwać głębiej, zacząłem rozumieć ile dał muzyce, jak wiele się jej poświęcił i ilu tancerzy wychował. Człowiek orkiestra, człowiek instytucja, człowiek muzyka, szkoda, że odszedł tak szybko. Rest In Peace Michael, your Music always will stay in us. 

8. LMFAO - Sorry For Party Rocking



Hypemeni Davida Guetty, którzy razem z Chrissem Willisem robili niezłe show na jego koncertach od okolic 2009 roku zaczęli sami wydawać muzykę. Szło im szczerze mówiąc zajebiście i szkoda, że LMFAO zakończyło działalność. Ich ostatni krążek przypadł mi do gustu najbardziej. Imprezowy hip hop? Przynajmniej tak się panowie szufladkowali. Ich najlepsze dzieło? Oczywiście "Sorry For Party Rocking"! Cały kawałek utrzymany w stylistyce obopólnego obciachu + prześmiewczy teledysk tworzą mieszankę, która będzie rozkręcać imprezy jeszcze przez długie lata. Mnie osobiście przypadła do gustu wstawka dubstepowa i to jak Redfoo i Sky Blu "polecieli" na niej jak rasowi nawijacze. Jeżeli planujecie dzisiaj jakąś domówkę, to polecam wam w playlistę właśnie wrzucić ten kawałek i zapuścić go na przysłowiowy "full". Sorry 4 Party Rocking! 

7. Killing Joke - Eightees 



Czyli jak ukraść riff i zarobić na nim miliony. Panowie z Killing Joke zrobili prawdziwy majstersztyk, który nosił się po dyskotekach w latach 80. i 90. Naprawdę kawał świetnej roboty. Ja ten kawałek usłyszałem dzięki mojej matce, która jest fanką właśnie tej muzyki i jestem jej za to wdzięczny, ponieważ idealnie komponuje się w playliście i daje świetnego powera do jazdy autem. Polecam serdecznie. 

6.  DJ Fresh VS TC Feat. Little Nicki - Make U Bounce 



DJ Fresh wrzucił ten kawałek na swojego YouTube'a niedawno. Moja pierwsza myśl? "Louder to to nie przebije", odpaliłem więc ten kawałek i jakież było moje zdziwienie gdy się myliłem. Ten kawałek to "Louder" razy 1000 wypierdalający w kosmos poza drogę mleczną. Wbił mnie w fotel, przykleił słuchawki do uszu i wprowadził w trans, który niósł mnie przez kilka następnych godzin! Co do wokalu, to już sprawa drugorzędna. Wokalistka mogłaby być ładniejsza, a głos którego gościnnie tutaj użycza jest (jak zwykle) podobny do 20539420349013493094 innych angielskich, amerykańskich, czy australijskich piosenkarek. Nie mniej jednak polecam wam kawałek do wielokrotnego słuchania. 

5. Scooter Feat. Whizz Khalifa - BigRoom Blitz



"Guess who's back bitches" pewnie mówił HP Baxxter wrzucając ten kawałek do internetu. Ja osobiście nie sądziłem, że po kilku średnich produkcjach panowie ze Scootera będą potrafili ukleić takie tłuste gówno, które rozkręci niejedną imprezę. Kawałek jest miły do słuchania, Whizz pocisł świetne zwroty, nawet sam HP Baxxter postanowił ponawijać. Czekam na kolejny krążek spod znaku niemieckiej ekipy, póki co muszę się delektować tym singlem. Polecam wam serdecznie. 

4. Showtek Feat. Justin Prime & Matthew Koma - Cannonball (EarthQuake)


Czy wybaczyłem Showtekowi, to że porzucił HardStyle na rzecz muzyki strikte komercyjnej? Nie. Czy lubię słuchać jego komercyjnych utworów? Tak. Taki trochę mindfuck z mojej strony, ale postarajcie się mnie zrozumieć. Ja słuchający w czasach gimnazjalnych "Puta Madre" i uwielbiający każdy jego Hardstyle'owy kawałek dostaję nagle pierdolca usznego gdy słyszę "We Like To Party" lub właśnie "Cannonball". Uroku temu właśnie kawałkowi dodaje Matt Koma, który swoim charakterystycznym wokalem uświetnił cały utwór, świetna pozycja do auta, którą mogę wam polecić.

3. Alesso - Nillionaire


Kto z nas nie chciałby być jak Alesso? 23 lata i kilkadziesiąt świetnych remixów na koncie + masa swoich kawałków. Koncerty w każdym zakątku globu, współpraca ze Swedish House Mafią czy Ryannem Tedderem z One Republic. Koleś wygrał życie co widać w jego muzyce. Szwedzki styl muzyki komercyjnej kształci się na naszych oczach za sprawą Alesso. Polecam wam ten i inne jego kawałki.

2. Michael Jackson - Speed Demon (Nero Remix)



Remix wykonany specjalnie na reedycje płyty "Bad" od Michaela Jacksona wyszedł chłopakom z NERO megakurwazajebiście cudownie. Power jaki czuć w tym tracku jest niespotykany i ośmielę się stwierdzić, że jest to póki co najlepszy track angielskiej grupy. Dla słuchaczy Michaela może to być bezczeszczenie dziedzictwa, lub cudowne odświeżenie pięknej poniekąd piosenki. Ja nie patrząc na ten podział polecam wam ten kawałek do auta 

1. Scooter Feat. Status Quo - Jump That Rock 


And the number one of this list is "Jump That Rock"! Scooter ze swoich najlepszych czasów zaprosił do kawałka legendarny Status Quo i zrobili mega sztos! Kawałek, który kocham od pierwszego przesłuchania i jaram się nim jak Londyn w 1666 roku. Nie wiem osobiście co napisać dalej, po prostu przesłuchajcie i jarajcie się ze mną! 

Tak oto prezentuje się moja osobista lista piosenek, których chętnie słucham w aucie. Macie też swoje składanki? Piszcie o nich w komentarzach! Zapraszam do dyskusji i pozdrawiam!