niedziela, 30 listopada 2014

Świat się zmienia - czyli jak kobiety zaczęły rządzić światem



Dzień dobry. Wracam po długiej przerwie spowodowanej tak naprawdę nic nierobieniem, ale i też dużą ilością obowiązków, które z dnia na dzień przybywają mi ze względu na to, że postanowiłem się niedawno wyprowadzić z rodzinnego domu i zamieszkać na "swoim". Przez ten okres zdążyłem zauważyć, że chyba świat mnie przegonił. Jeżeli chodzi o związki jestem pół tradycjonalistą, a pół luzakiem. Preferuje równość i partnerstwo między obojgiem płci, a przede wszystkim chcę się rozmnażać. Co dokładnie zauważyłem? Pozwólcie, że przedstawię wam to z mojego punktu widzenia.

Wiążąc się ze swoją narzeczoną dwa lata temu oczywiście wszystko widziałem w różowych kolorach. Świat zaczął mi sprzyjać, wszystko wydawało się fajne i kolorowe, że będziemy jak Ci zakochańce z super amerykańskich komedii i romansideł. Co mi zostało z tego patrzenia na świat? To, że życie wydaje mi się lepsze. Tak, jest lepsze, a wszystko to zasługa mojej ukochanej. I nie piszę tego tutaj, tylko po to, by się jej przypodobać, czy by się przypodobać komukolwiek. Piszę, bo tak czuje. A co to ma do tytułu tego posta? Wiele.

Wcześniej napisałem, że czasy mnie wyprzedziły. Zapytacie pewnie jak. Otóż tak, że role w związku się odwróciły i to całkowicie. Patrząc przykładowo na moich dziadków, czy też na rodziców moich znajomych, odnoszę wrażenie, że głową rodziny jest ojciec, dziadek, po prostu facet. Patrząc na moich znajomych i w sumie patrząc na swój związek, sprawa jest postawiona całkowicie inaczej. Głową rodziny jest kobieta. To ona trzyma piecze, jest matką, żoną, kochanką, dobrym kumplem, przyjacielem, partnerem do grania na kompie, konsoli, nawet do charatania w gałę i to WSZYSTKO W JEDNYM.

Szczerze mówiąc wiążąc się dzisiaj z kobietą, otrzymujemy produkt kompletny, przygotowany do każdego rodzaju interakcji. Choć wszem i wobec dalej panuje przekonanie, że jeżeli coś jest do wszystkiego to jest do niczego, to to na pewno nie dotyczy kobiet, bo mimo tego, że nie zatraciły one pierwotnych zastosowań - czyli rodzicielki, pani domu i ogólnie rzecz biorąc osoby dbającej o ciepło domowego ogniska, to wstąpiły do męskiego świata, mało tego - zadomowiły się w nim i wyparły coraz to słabsze jednostki płci męskiej.

A jak to wygląda z mojego punktu widzenia? Czy jestem z tego obrotu spraw zadowolony? Szczerze mówiąc tak. Jestem i to w pełni. Pewnie wielu facetów jest z tego zadowolonych, tylko ilość męskiego ego przewyższająca dziesięcio czy nawet dwudziestokrotnie długość penisa nie pozwala im się do tego przyznać, bo przecież "ja pantoflarz?"

Na początku cała sprawa mnie przerosła, bo nie zdawałem sobie sprawy z tego, że to nastąpi tak szybko jak nastąpiło, ale patrząc przez perspektywę dwóch ostatnich lat, a nawet wcześniej, cieszę się z tego. Tak mam w domu produkt kompletny. Tak jestem pantoflarzem i jestem z tego dumny. Wierzcie mi lub nie, ale dzisiejsza kobieta stała się cholernie samowystarczalna i większości jednostek płci pięknej nie jest już potrzebny facet z zerową ilością intelektu, za to z siłą Herkulesa, jak to było ze 30 lat temu. Dzisiaj facet to "mientka faja" i tylko dodatek do silnej i niejednokrotnie przewyższającej go kobiety.

Także drodzy faceci, cieszmy się z tego co mamy. Nie ma co narzekać na to, że kobieta zaczyna nam ingerować coraz bardziej w nasz hedonistyczny, męski świat. Pamiętajcie jedno - gdyby nie one, nas by nie było.


Pozdrawiam.

niedziela, 2 listopada 2014

Co dają nam wybory w dzisiejszych czasach?


Czy warto iść na wybory w dzisiejszych czasach? Jak mam być szczery to nie wiem. Tak kurwa nie wiem! Wszystko co niosą za sobą wybory i tak odczujemy pustką w naszych portfelach. Niestety jesteśmy rządzeni przez masę zjebów, których zadaniem jest TYLKO I WYŁĄCZNIE wyciągnąć od nas pieniądze. Wiem, że wielu z was próbuje dobudowywać sobie ideologie do niektórych partii politycznych, ale taka niestety jest prawda. Każdy polityk chce wypchać swoją kieszeń pieniądzorami tak, że aż tą kasą będzie srać na lewo i prawo, a potem w mediach będzie się tłumaczyć, że nic się nie dało zrobić, bo to nie ich wina, tylko ich przeciwników. Nie wierzycie? Przedstawię wam to na przykładzie mojego miasta.

Mieszkam w Chorzowie. Mieście na Śląsku, które leży pomiędzy Katowicami, Świętochłowicami, Siemianowicami Śląskimi i Bytomiem. Jego ludność to około 120 tysięcy mieszkańców, założone około 760 lat temu. Od 1991 roku rządzonym przez dwóch prezydentów, Marka Kopla, a po 2010. roku przez Andrzeja Kotalę. Czy w mieście coś się zmieniło? Poza pozamykaniem kopalń i hut za co możemy podziękować panu Lechowi Kaczyńskiemu, to szczerze mówiąc nic, kompletnie nic. Dalej jest tu tak samo jak było - czyli po prostu źle, a były wielkie plany by to miasto przebudować. Jak? Pozwólcie, że wam opiszę.

Ulica Wolności z ruchliwej dwupasmowej ulicy stała się deptakiem. Czy przyniosło to jakieś korzyści? Nie. Deptak wygląda jak wymarła ulica, na której nic się praktycznie nie dzieje, a tylko oplatające nas zewsząd banki powodują, że przejdzie nią kilku ludzi na krzyż.

W 1997 roku powstał pomysł zburzenia drogi krajowej numer 79 - czyli Estakady, oraz zastąpienie jej obwodnicą Chorzowa. Czy to wypaliło? Nie. Estakada dalej stoi jak stała, teren na którym miała stać obwodnica podzielono na pół i sprzedano Hindusom oraz Niemcom. Na niemieckiej stronie stoi dziś Kaufland, który w tamtym rejonie jest całkowicie niepotrzebny. Hinduska strona stoi nieruszona i gnije. Legenda głosi też, że policjantom z Komisariatu, który znajdziemy za Kauflandem najzwyczajniej w świecie nie chciało się ruszać dupy z cieplutkiego miejsca, dlatego też wszystko utknęło w błogich latach 90.

AKS - czyli Akademia Kształcenia Sportowego Chorzów. Piękne miejsce, które raz za razem kształciło młode talenty w wielu dziedzinach sportu. Piłkarska Sekcja AKS Chorzów spędziła nawet 10 sezonów w najwyższej klasie rozgrywkowej. Co z tego zostało? Nic. Betonowe boisko, z którego ostatnio ukradziono nawet bramki (!), które co zimę zmienia się w substytut lodowiska, oraz Carrefour, który tak samo jak Kaufland na Kościuszki jest praktycznie niepotrzebny.

Ulica Kościuszki. Jedna z najdłuższych ulic w mieście. W zamyśle miała być ulicą czteropasmową z pasem zieleni po środku, na której możnaby było jeździć nawet 70 km/h. Wszystkie 4 pasy miały rozplatać się od skrętu z ulicy Siemianowickiej, aż do Rynku, "przy okazji zachaczając" o ulicę Parkową, która też miała być tak rozbudowana. Co zostało z pomysłu? Nic! Zlikwidowano linię tramwajową, zbudowano masę niepotrzebnych parkingów + do tego nikomu niepotrzebne rondo przy skręcie na ulicę Parkową. Po co to komu?

Stadiony piłkarskie, które znajdują się w Chorzowie, to dopiero pokaz tego, jak politycy potrafią namieszać nam w głowie i zrobić z nas debili. Stadion Śląski miał być pięknym i nowoczesnym stadionem. Wyglądem miał przypominać Olimipiastadion w Berlinie. Jakie są skutki tej "wizji przyszłości" widać, gdy obok niego się przejdzie.

Stadion Ruchu Chorzów znajdujący się przy ulicy Cichej 6, również miał być przebudowywany. Ba! Nawet sam ówczesny prezydent Andrzej Kotala obiecał to kibicom, którzy przyszli pod gmach Urzędu Miasta z petycją o przebudowę obiektu. Owa przebudowa miała kończyć się własnie w tym roku, a co zostało z wielkich planów? Nic! Kompletnie nic!

Nie zrozumcie mnie źle. Kocham swoje miasto. Uwielbiam w nim przebywać i kocham to co widzę dookoła, jednak pamiętaj drogi czytelniku o jednym. Jeżeli jesteś z Chorzowa, przyjrzyj się dokonaniom byłych jego gospodarzy. Przemyśl dokładnie, co kto zrobił i dopiero wtedy udaj się na wybory. Jeżeli jednak nie jesteś z Chorzowa, przyjrzyj się swojemu miastu. Popatrz na to, co się w nim dokładnie zmieniło, odpowiedz sobie na pytanie czy te zmiany były na lepsze czy na gorsze.

Ja natomiast was serdecznie pozdrawiam i pamiętajcie - warto iść na wybory, bo mimo wszystko lepiej wybrać mniejsze zło i uczestniczyć jakoś w życiu naszego miasta.